Od dwudziestu lat proponuje klientom te same blezery i beżowe garnitury. Nie cierpi Hollywood. Organizowane przez siebie przyjęcia opuszcza pierwszy. - Są ludzie, w których towarzystwie ciężko mi wytrzymać dłużej niż 5 minut - mówi. Pracownicy się go boją. Dlaczego? Bo jest pedantem, tyranem i perfekcjonistą. Właśnie otworzył hotel w samym centrum Mediolanu. - To muzeum mojego stylu - mówi.
Spotykamy się w nowym hotelu Armaniego w Mediolanie, w przeddzień jego otwarcia. Na miejscu wszystko jest już gotowe: w lobby stoją narożne kanapy w kolorze szampana, ściany wyłożone są delikatnie podświetlonym onyksem, w barze poustawiane są szaro-brązowe stoliki. Atmosfera jest jednak taka, jakby wszystko miało być meblowane od nowa. Wszystko przez to, że na miejsce przyjechał szef - Giorgio Armani, by dokonać szczegółowej inspekcji.
Dwudziestu pracowników biega jak w ukropie, słuchając wypowiadanych niemal szeptem poleceń: przestawić krzesła, przenieść stoły i ławy. Ludzie są zestresowani. Dobrze pamiętają sytuację kiedy kilka lat temu, podczas inspekcji na krótko przed otwarciem Armani Spa w Tokio, projektant kazał zmienić całe oświetlenie. Pracowano niemal do ostatniej chwili, mało brakowało, a otwarcie by się opóźniło. Tym razem na szczęście wszystko odbywa się stosunkowo spokojnie. Giorgio Armani nakazuje jedynie wymianę butelek w barze - były niebieskie i nie podobały się mistrzowi.
KLIKNIJ, BY ZOBACZYĆ WNĘTRZA HOTELU ARMANIEGO
Moda jest dla młodych
Wreszcie Armani siada przy jednym ze stolików w barze. Jest gotów do rozmowy. Ma na sobie granatowy blezer z własnej kolekcji, na nosie okulary w okrągłych oprawkach. Jak na 77-latka wygląda całkiem nieźle, choć przez ostatnie dwa lata trochę się postarzał. Do 60 roku życia na swoich pokazach występował w koszulkach i obcisłych dżinsach, a wszyscy mieli wrażenie, jakby jego ciało przestało się starzec w wieku 40 lat. Te czasy jednak minęły, dziś już nie pojawia się na wybiegach. - Moda jest dla młodych ludzi, nie dla starzejących się dżentelmenów - mówi.
Dzisiaj widać, że faktycznie jest już starszym panem. Nie oznacza to jednak, że złagodniał, albo stracił temperament. Pracownicy się go boją, bo nie przebiera w słowach i nie ma wyrozumiałości dla niedociągnięć. Armani uchodzi za fanatyka kontroli, który polega wyłącznie na sobie. Każdy produkt, który trafia na rynek pod jego marką, sprawdza osobiście. Jest znany również z tego, że ingeruje nawet w aranżację wystaw sklepowych swoich butików w Mediolanie.
Fakt, że otwiera hotel w swoim rodzinnym mieście wprawia go w wyraźnie dobry nastrój. Hotel przy tętniącej życiem Via Manzoni w Mediolanie ma ustanowić nowe standardy luksusu. - Do każdego pokoju przypisany jest tzw. lifestyle manager, czyli prywatny concierge, który będzie do dyspozycji gości przez czas pobytu w hotelu. W żadnym hotelu jeszcze takiej usługi nie ma - chwali się projektant.
Pokoje są dostępne od 550 euro, apartament prezydencki kosztuje 11 tysięcy euro za noc. Jednak pod względem wielkości zajmuje on dopiero trzecie miejsce. Największy apartament w hotelu, zwany królewskim, ma 200 metrów kwadratowych, a prowadzą do niego osobne schody. Noc w takim przybytku to wydatek rzędu 15 tysięcy euro. Kogo na to stać w dobie kryzysu? - Proszę przejść się po Via Monte Napoleone, i przyjrzeć się, jak ludzie robią zakupy. Zobaczycie, czy jest tu odczuwalny kryzys - twierdzi.
NA NASTĘPNEJ STRONIE PRZECZYTASZ O TYM JAK W LATACH 70. ARMANI ZREWOLUCJONIZOWAŁ MODĘ ZA POMOCĄ... BLEZERU