Nawet 20 milionów dolarów okupu, koszty zatrudnienia negocjatorów oraz niezbędnej rehabilitacji pokryje zakład ubezpieczeń, jeśli padniesz ofiarą kidnapingu, a masz ubezpieczenie od porwania. Składki zaczynają się od 10 tysięcy złotych, a kończą na 500 tysiącach złotych rocznie.
W sumie na świecie dochodzi do około 20 tysięcy porwań dla okupu rocznie - wynika z danych centrum Foreign Policy Centre. Tylko 25 procent przypadków bywa ujawnionych - ogromna większość załatwiana jest po cichu - bez zgłaszania ich na policję.
Najbardziej zagrożeni porwaniami są członkowie rodzin bogatych biznesmenów, podróżujący służbowo pracownicy międzynarodowych korporacji oraz bogaci turyści w zapalnych punktach świata.
Od kilkuset do kilku tysięcy przypadków porwań rocznie zdarza się w krajach Ameryki Południowej - takich jak Wenezuela, Kolumbia, Meksyk oraz na Bliskim Wschodzie - w Iraku, Afganistanie. Duże zagrożenie jest także w Indiach - tam działa około 700 gangów, które trudnią się porwaniami dla okupu oraz w Afryce - szczególnie w Nigerii, czy u wybrzeży Somalii, gdzie grasują piraci.
Przestępcza logika
W Polsce, jak wynika ze statystyk Komendy Głównej Policji, rocznie dochodzi do kilkunastu porwań. W te dane nie wierzą jednak eksperci, którzy na co dzień zajmują się odbijaniem zakładników. - Praktyka pokazuje, że spora liczba porwań nie jest zgłaszana na policję, trudno więc o rzetelne statystyki. Naszym zdaniem w Polsce dochodzi do kilkudziesięciu porwań rocznie - mówi detektyw Michał Rapacki.
Na celowniku porywaczy w pierwszej kolejności znajdują się osoby, które obnoszą się ze swoim bogactwem. Taką osobę łatwo prześwietlić pod kątem jej możliwości finansowych co do wypłaty okupu, a każde porwanie poprzedza wielodniowa obserwacja. - Porywacze wiedzą, że okup musi być racjonalny, żeby bliscy porwanego nie mieli problemów z uzbieraniem takiej kwoty. Im dłużej bowiem trzymają zakładnika, tym bardziej rośnie niebezpieczeństwo niepowodzenia całej akcji - tłumaczy zachowania porywaczy Rapacki.
Ale wbrew pozorom największe zagrożenie nie czyha wcale na milionerów obecnych w rankingach najbogatszych Polaków. - Nie porywa się ludzi z górnej półki, bo skoro mają takie miliony, że trafiają na listy najbogatszych, to pewnie mają także pieniądze i możliwości, by spacyfikować połowę grup przestępczych w Polsce - twierdzi Rapacki. - Najchętniej porywa się bogatą klasę średnią, bo ci ludzie nie wydają setek tysięcy złotych na ochronę, ale za to mają możliwość zgromadzenia sporych środków na okup - dodaje.
Okup od ubezpieczyciela
Coraz częściej ofiarami porwań na terenie Polski padają pracownicy azjatyckich korporacji, ale nie szeregowi, raczej kadra menadżerska i zarządzająca. - W ogromnej większości międzynarodowe korporacje wykupują grupowe ubezpieczenia dla swoich pracowników za granicą. Porywacze są tego świadomi, a wolą porywać tych, którzy polisy mają, bo to zwiększa szansę na zgarnięcie okupu - mówi detektyw Rapacki.
~Gość
~Gość