Książę biznesmen uczy się od Jana Kulczyka
Finanse & Nieruchomości Finanse Książę biznesmen uczy się od Jana Kulczyka

Książę biznesmen uczy się od Jana Kulczyka

Książę biznesmen uczy się od Jana Kulczyka
Jan Lubomirski-Lanckoroński [fot: Landeskrone mat.pras.]

Mógł być rentierem, ale wybrał trudniejszą drogę. Na Janie Lubomirskim-Lanckorońskim ciąży wielka, biznesowa presja: teścia - najbogatszego Polaka oraz przodków-milionerów. Pochodzi z niezwykle przedsiębiorczego rodu książęcego Lubomirskich, których korzenie sięgają X wieku. Jego opowieść rodzinna to historia o początkach przedsiębiorczości w Polsce - milionerach, którzy dorobili się na eksploatacji żup solnych w XVI w., ryzykownych inwestycjach naftowych na terenie Cesarstwa Rosyjskiego w XIX w. czy pierwszej polskiej fabryki samolotów. To także opowieść o nim samym - rosnącym potentacie nieruchomości, który zaczynał od baru kanapkowego.

Money.pl: Jak się mam do Pana zwracać. Wasza Wysokość, Panie Prezesie?

Jan Lubomirski-Lanckoroński, prezes Landeskrone: Wszyscy mnie o to pytają (śmiech). Nazywam się Jan Lubomirski-Lanckoroński, może się Pani do mnie w ten sposób zwracać.

W końcu jest Pan księciem. I to dwojga nazwisk.

To jest związane z moją ciotką Karoliną Lanckorońską, która była ostatnią z rodu Lanckorońskich. Zmarła w wieku 104 lat. Była szefową Fundacji Lanckorońskich, która wysyła co roku stu doktorantów za granicę na studia związane z historią sztuki. Była także darczyńcą Zamku Królewskiego w Warszawie - przekazała muzeom ponad 500 dzieł z rodzinnej kolekcji, o której przez lata sądzono, że zaginęła, a ona była bezpiecznie zdeponowana w szwajcarskim banku. Część kolekcji powędrowała na krakowski Wawel. Znajdowały się w niej dwa obrazy Rembrandta - obecnie jedyne dzieła tego artysty, które znajdują się w posiadaniu polskich muzeów.

Ciotka nie miała dzieci, a bardzo chciała, żeby ród przetrwał i poprosiła mnie o przyjecie drugiego nazwiska. Taki sposób przedłużania rodu praktykowany jest już od czasów rzymskich. Oczywiście nie w mojej rodzinie, bo jej korzenie sięgają X wieku, ale w ogóle na świecie. W Polsce przyjęcie nazwiska rodowego reguluje tzw. ustawa chroniąca nazwiska historyczne. Przyjęcie nazwiska jest możliwe, jeśli udowodni się jakieś koneksje lub koligacje rodzinne z danym rodem.


Jakub SZAMETO/Eastnews
Spoczywa na Panu duży obowiązek: przedłużania zarówno rodu Lanckorońskich, jak i Lubomirskich. A ten ostatni nie jest liczny. To tylko około 20 osób na świecie. Jak to możliwe, że tak stara rodzina jest tak nieliczna?

Wielu członków mojej rodziny zginęło podczas II wojny światowej i później w czasie rządów komunistów. Poza tym kobiety naszej rodziny, które wychodziły za mąż, wchodziły do rodziny męża i przyjmowały jego nazwisko.

Kobieta wychodząc za mąż traci też tytuł książęcy ściśle związany z nazwiskiem. Choć są jeszcze tytuły związane z posiadaniem majątku ziemskiego. I tak na przykład książęta Lubomirscy są także hrabiami na Wiśniczu - godność tę nadał moim przodkom cesarz Rudolf II. Ale ten tytuł także nie jest wieczny - gdybyśmy utracili zamek, stracilibyśmy także i ją.

Dziś używanie tych tytułów ma tylko i wyłącznie znaczenie grzecznościowe, bo nie są one związane z żadnymi funkcjami, ani nie mają konsekwencji prawnych.

Tak. Wiele osób powołuje się tu na konstytucję marcową, która zniosła tytuły, bo był w niej zapis, że II Rzeczpospolita nie respektuje herbów i tytułów rodowych. Ale ta konstytucja została zniesiona przez następną - kwietniową, która już nic na ten temat nie mówiła. Podobnie zresztą jak dziś obowiązująca konstytucja, która także w żaden sposób nie reguluje tego tematu.

Tytuły i herby mają dziś znaczenie historyczne i wartość kulturową. Zresztą tak jest od stuleci, bo już w XVII wieku książę Stanisław Lubomirski funkcjonował jako Stanisław Lubomirski, wojewoda krakowski, a nie książę. Funkcje państwowe były istotniejsze od tytułów rodowych.

Początki historii Pana rodu były bardzo... biznesowe. Rodzina dorobiła się majątku na kopalniach soli.

Tak, faktycznie tak było, moja rodzina bardzo szybko zaczęła zajmować się biznesem. Udokumentowana historia rodu Lubomirskich sięga początków X wieku, czyli powstania państwa polskiego. Funkcjonowaliśmy wtedy tak, jak normalne rycerstwo, czyli mieliśmy ziemie, gospodarowaliśmy na nich, a jak trzeba było chodziliśmy na wojny. Tak to funkcjonowało do XV wieku - nasze majątki ziemskie były coraz większe, a życie mojej rodziny opierało się na roli.


Herb rodu Lubomirskich
Taką stricte biznesową działalność rozpoczęliśmy w XVI wieku. Pierwszym przedsiębiorcą w rodzinie był Sebastian Lubomirski, który miał niezwykłą smykałkę do biznesu. To były czasy tuż po zakończeniu panowania Jagiellonów i początków rządu Stefana Batorego - pomijam tu Henryka Walezjusza, który rządził bardzo krótko. Stefan Batory, kiedy przybył do Polski, zaczął otaczać się ludźmi z nowych środowisk - rodzin możnowładczych, które nie były związane z poprzednią dynastią. Duże znaczenie w jego otoczeniu zaczął odgrywać Jan Zamoyski i właśnie Sebastian Lubomirski.

Sebastian Lubomirski wziął w dzierżawę Wieliczkę, co w owym czasie było niezwykle ważną gałęzią gospodarki. Niektóre dobra koronne były brane w zarząd przez dających najlepsze warunki oferentów. To się odbywało trochę na zasadzie dzisiejszych przetargów: stawało do nich kilku chętnych i wybierany był ten, który przedstawił najlepszą ofertę.

Sebastian Lubomirski prowadził tę kopalnię z bardzo dobrym efektem: zarówno wielkich zysków dla siebie, jak i dla korony. I jak wynika z zapisów historycznych - naprawdę ją prowadził: decydował o wielkości wydobycia, sprzedaży, negocjował z odbiorcami, przeprowadzał inspekcje, był aktywnym zarządcą. Choć faktem jest, że dorobienie się na soli było wtedy stosunkowo proste, bo sól była tak ważnym i dochodowym surowcem jak dziś ropa naftowa.

I faktycznie majątek rodziny rósł w lawinowym tempie. Sebastian zaczynał jako właściciel trzech wsi, a w ciągu swojego życia dorobił się stu wsi i zamku w Wiśniczu, który jest jedną z najstarszych siedzib rodowych. Śmieję się zawsze, że zakupił zamek, żeby mieć blisko do pracy: z Wiśnicza do Wieliczki jest tylko 15 kilometrów.

Już wtedy prowadził także działalność związaną z pożyczaniem pieniędzy.

Tak, pieniądze zdobyte na handlu solą umożliwiły mu udzielanie pożyczek nawet najbogatszym osobom w państwie. To z kolei umożliwiało dalszy zakup nieruchomości lub ich przejmowanie od niewypłacalnych dłużników. Ale jeszcze większe powodzenie w biznesie miał syn Sebastiana, Stanisław, który był także ważną figurą polityczną, a na koncie miał także spektakularne sukcesy wojskowe. To on jest architektem zwycięstwa nad Turkami w bitwie pod Chocimiem w 1621 roku.


Siedziba rodowa Lubomirskich - Zamek w Wiśniczu, fot. Tomasz Knap

Na jaki okres przypada moment największej prosperity rodziny?

To są dwa okresy: początek XVIII wieku i przełom XIX i XX. W tym pierwszym okresie trzech przedstawicieli rodziny - zresztą trzech Stanisławów, jeśli dobrze pamiętam - miało status najbogatszych Polaków, a ich majątki sięgały po około tysiąc wsi na głowę. Między innymi jeden z nich był właścicielem dzisiejszego Czarnobyla i z tym związana jest pewna opowieść.

Otóż właścicielką tego majątku była ciotka Róża Lubomirska, która przez przypadek została jedyną polską arystokratką, która zginęła podczas rewolucji francuskiej. Akurat tuż przed jej wybuchem, pojechała w odwiedziny do swojej koleżanki królowej Marii Antoniny i tam zastała ją rewolucja. Została ścięta, tak jak wszyscy inni dworzanie i sama królowa. To się wiążę z wybuchem w Czarnobylu, bo uważało się zawsze, że jeśli jakieś nieszczęścia mają się wydarzyć w okolicy, to wcześniej można zauważyć przechadzającego się po mieście ducha ciotki z głową pod pachą. I ponoć przed wybuchem pokazała się.


Książę Stanisław Herakliusz Lubomirski,
fot. Fundacja Lubomirskich
A jak w XIX wieku wyglądała aktywność gospodarcza Pańskiej rodziny?

XIX wiek przyniósł ze sobą coraz większy wzrost roli przemysłu w życiu gospodarczym i tym samym dał możliwość większego rozwoju gospodarstwom dotychczas opartym głównie na rolnictwie. Do głównych obszarów działalności należały gorzelnie i browary co związane było z powolnym uprzemysłowieniem i rosnącą rolą przetwórstwa wobec działalności rolniczej. Prowadzenie takiej działalności było bardzo popularne wśród ziemiaństwa. Naszą najlepiej funkcjonującą fabryką alkoholu była przetwórnia w Łańcucie, gdzie produkcja kontynuowana jest do dziś. Słynęliśmy z produkcji rosolisów, czyli owocowych i ziołowych likierów i nalewek. Co do browarnictwa, to członkowie mojej rodziny założyli browar Dojlidy, który zresztą dziś znajduje się w posiadaniu mojego teścia, co nas bardzo cieszy.

Ale w tamtym czasie moi przodkowie mają też na koncie tak spektakularne inwestycje giełdowe jak np. w budowę kanału Sueskiego. Akcje kanału kupił Aleksander Lubomirski, brat mojego prapradziadka, który bardzo dużo na nich zarobił. Zysk przeznaczył na dwa wielkie przedsięwzięcia: budowę obiektu, w którym dziś znajduje się Akademia Ekonomiczna w Krakowie oraz budowę w Łagiewnikach zakładu wychowawczego dla dziewcząt, które straciły rodziców.

Pracowici ci Pana przodkowie.

Wiele osób ma stereotyp arystokraty, który siedzi całymi dniami w białych rękawiczkach i co najwyżej dyryguje innymi. Gdyby tak było, to te rodziny nie przetrwałyby tak długiego czasu, bo jak się nie umie gospodarować majątkiem, to się go po prostu traci. W mojej rodzinie od dawien dawna był etos człowieka pracującego i myślącego.

Świetnym przykładem jest tu brat mojego pradziadka, Stanisław Lubomirski, który za zasługi ekonomiczne dla Polski międzywojennej został pochowany w Alei Zasłużonych na Powązkach. To on założył pierwszą polską fabrykę samolotów w 1912 roku. Nazywała się Awiata i działała do I wojny światowej, a potem została skonfiskowana przez cara rosyjskiego. Stanisław zajmował się też trochę tą branżą, którą dziś zajmuje się mój teść, a więc wydobyciem ropy naftowej i jej pochodnych. Inwestował na terenie Cesarstwa Rosyjskiego, głównie w okolicach Baku. Tam wydobywano wosk ziemny. Miał także udziały w hutach cynku i miedzi.


CC/Wikipedia

Niestety, to wszystko diabli wzięli w czasie rewolucji bolszewickiej i Stanisław stracił dużą część swojego majątku. Nie zaprzestał jednak działalności gospodarczej. Wrócił do Polski i rozpoczął działalność bankową. Założył jeden z największych krajowych banków inwestycyjnych - Bank Przemysłowy Warszawski S.A., który miał na celu doinwestowywanie przedsięwzięć na terenie kraju oraz zaangażował się w lokalne inwestycje. Został prezesem jednej z największych firm metalurgicznych Rudzki i Spółka, która to wybudowała Most Poniatowskiego i Hale Mirowskie w Warszawie. Był także jednym z pierwszych prezesów przedwojennej Giełdy Pieniężnej w Warszawie.

To dość ambitne ma Pan wzorce z przeszłości. Czuje Pan oddech przodków na plecach? To Pana pcha do działania?

Tak, historia mojej rodziny zawsze stanowiła dla mnie ogromną motywację. Być może mając takie pochodzenie, niektórzy spoczęliby na laurach, czując, że już nic nie muszą robić. U mnie to działa zupełnie na odwrót - popycha mnie do stawiania sobie coraz ambitniejszych celów, bo poprzeczka została postawiona wysoko.

Mógł Pan być rentierem, ale się nie zdecydował.

Nie, nie zdecydowałem się. Miałem 18 lat, gdy zacząłem działalność w Krakowie od zarządzania pięcioma kamienicami, które moim rodzicom udało się odzyskać. Taki był zresztą ich warunek - że odzyskają te kamienice, jeśli ja się potem nimi zajmę. Oczywiście w żaden sposób nie byłem do tego przygotowany, ale to mi dało dobrą szkołę. Choć trzeba pamiętać, że to były stare, zniszczone bydynki, które trzeba było wyremontować, a wszystko działo się w okresie, gdy wynajem w Polsce był bardzo trudny. Teoretycznie mógłbym być rentierem, ale po pierwsze, to były kamienice moich rodziców, a po drugie, czułem motywację do działania również przez wzgląd na moich przodków, którzy byli dużo ambitniejsi. Ponieważ w trakcie studiów przeniosłem się do Poznania, postanowiłem zacząć własny biznes.


Landeskrone mat.pras.

I tak książę Lubomirski-Lanckoroński otworzył bar kanapkowy?

Tak, to był pomysł na zarobienie pieniędzy podczas studiów. Zaczęło się od baru kanapkowego, ale szybko zrobiły się z tego dwa bary i dwie kawiarnie. A później sprzedałem je i zarobione pieniądze przeznaczyłem na inwestycje na rynku nieruchomości w Warszawie. To były skromne inwestycje: kilka mieszkań na wynajem. Dzięki temu, że po wejściu do UE ich wartość bardzo wzrosła, zarobiłem pierwsze duże pieniądze. Z czasem przy udziale banków i kredytów rozpocząłem większe inwestycje na rynku nieruchomości. Nie ukrywam też dużej pomocy ze strony mojego teścia i teściowej nie tylko finansowej, ale i merytorycznej. Bo trzeba powiedzieć, że co jak co, ale na biznesie to oni się bardzo dobrze znają, a już szczególną smykałkę do rynku nieruchomości ma moja teściowa.

Dziś ma Pan w swoim portfolio inwestycyjnym cztery, bardzo wartościowe nieruchomości w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Łodzi. Czy któreś z nich to nieruchomości odziedziczone po rodzinie?

Nie. Większość z nich to nieruchomości przeze mnie zakupione, odrestaurowane, do których wymyśliłem odpowiedni development, czyli aranżację i przeznaczenie. Dziś są z powodzeniem sprzedawane na rynku nieruchomości.

Ma Pan też inwestycję hotelową. I w przeciwieństwie do teściowej nie poszedł Pan w stronę bardzo drogich hoteli butikowych, ale w stronę klasy budget.

Tak, jesteśmy w trakcie realizacji inwestycji w Krakowie. To będzie Eco Hotel, obiekt dwugwiazdkowy, na 50 pokoi. Zaobserwowałem, że bardzo brakuje w centrum Krakowa takich miejsc. Obecnie są tam chyba tylko dwa czy trzy hotele w tym standardzie. A pośród turystów dominują właśnie ci, którzy nie chcą spać w hotelach trzy-, cztero-, czy pięciogwiazdkowych, ale szukają czegoś tańszego. A do tego nasz hotel będzie oparty na ekologicznych rozwiązaniach - będziemy odzyskiwać deszczówkę i wykorzystywać energię słoneczną do ogrzewania wody, a w restauracji serwować potrawy z ekologicznych produktów, sprowadzonych od okolicznych rolników.


Art Deco House w Warszawie, fot. Landeskrone mat.pras.
Zdarzyła się Panu jakaś nietrafiona inwestycja? Czy może zawsze korzysta Pan z doradztwa teściów i to Panu nie grozi?

Nie (śmiech), nie zawsze korzystam z pomocy, choć dyskutujemy o wszystkim. To są ryzykowne przedsięwzięcia, bo my sobie nawet nie zdajemy sprawy, ile jest kruczków prawnych związanych z nabywaniem nieruchomości. Najważniejsza jest lokalizacja, ale bardzo ważny jest też stan prawny nieruchomości. Tu można wpaść w niezłe opały, zwłaszcza w związku z obciążeniami sprzedającego np. jakimiś zaległymi podatkami albo w związku z roszczeniami dawnych, przedwojennych właścicieli. Wielkim nierozwiązanym problem w Polsce jest kwestia reprywatyzacji.

W firmie Landeskrone osobiście tego pilnuję, ponieważ jestem radcą prawnym, a poza tym specjalizuję się w dziedzinie odzyskiwania przedwojennych majątków. Ponadto, mamy także dział prawny, który przygotowuje ekspertyzy dotyczących naszych inwestycji.

Kwestia roszczeń przedwojennych właścicieli znana jest Panu z dwóch stron: z perspektywy inwestora, ale i z perspektywy członka rodziny, która została majątku pozbawiona.

Przygotowuję się do napisania pracy doktorskiej na ten temat. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów w Europie, który nie rozwiązał tej kwestii. Najbardziej rozsądnym sposobem byłoby spłacenie tych roszczeń, a nie zwrot w naturze, który jest już często niemożliwy. Obecna sytuacja tworzy problemy dla wszystkich uczestników życia gospodarczego w Polsce, zarówno dla dawnych właścicieli, nowych inwestorów zainteresowanych zakupem gruntu jak też dla władz miejskich oraz państwa, które nie mogą z tego tytułu pobierać opłat ani podatków.

Ta nierozwiązana sytuacja prawna wielu nieruchomości bardzo zniechęca inwestorów zagranicznych, bo oni tego nie rozumieją. Nie rozumieją dlaczego, pomimo tego, że mają do dyspozycji ogromne pieniądze, znaleźli działkę, która ich interesuje, nie mogą jej kupić. To bardzo hamuje rozwój polskich miast. A mamy przykład, jak została rozwiązana kwestia reprywatyzacji na przykładzie mienia zabużańskiego. Właściciele zostali spłaceni w wysokości 20 procent dzisiejszej wartości utraconego majątku w formie obligacji Skarbu Państwa albo gotówki. Może to jest jakiś pomysł? Zresztą parlamentarzystom pomysłów w tej kwestii nie brakuje: było 17 projektów ustaw o reprywatyzacji. Trzeba tylko wreszcie coś postanowić.

Pan miał do niedawna problem, aby dogadać się ze Skarbem Państwa w sprawie działki pod Sejmem i inwestycji na terenie sejmowego parkingu. Udało się?

 

Jeszcze nie, ale myślę, że jesteśmy na dobrej drodze. W tamtym miejscu, które chcemy odzyskać, był kiedyś pałacyk mojej rodziny. Dziś chcielibyśmy wybudować tam elegancki biurowiec z dużym parkingiem podziemnym i udostępnić miejsca parkingowe parlamentarzystom, a w części tego obiektu urządzić muzeum rodziny Lubomirskich. Nie tracę nadziei na to, że się dogadamy.

Dla wielu Polaków sprawa odzyskiwania nieruchomości przez przedwojennych właścicieli, zwłaszcza jeśli to arystokraci, nie jest tak oczywista. Ludzie uważają, że wojna zawsze wywraca wszystko do góry nogami, a odzyskiwanie majątków wiąże się ze stratami współczesnych właścicieli, którzy mają tam np. swoje firmy, mieszkają tam albo coś w te nieruchomości zainwestowali. Ponadto ewentualna spłata właścicieli pochodziłaby z budżetu, czyli z pieniędzy nas wszystkich.

Utracone mienie to nie jest tylko sprawa arystokratów. Domy, zakłady pracy stracili niemal wszyscy, bo wszystkim odbierana była własność prywatna. Ta sprawa dotyczy zatem także ludzi, którzy nie mają arystokratycznych korzeni. Ponadto był projekt, by spłacać przedwojennych właścicieli z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży mienia Skarbu Państwa, czyli po prostu z przeprowadzanej obecnie prywatyzacji. Może wtedy nie budziłoby to niczyich wątpliwości? Tu już nawet nie chodzi o jakąś sprawiedliwość dziejową, ale o zwykłe prawo własności.

Pana teściowie od wielu lat znajdują się na liście najbogatszych Polaków. Pan też chciałby się tam znaleźć?

Przyznam szczerze, że to bardzo pobudza wyobraźnię (śmiech). Tu nie chodzi o same pieniądze, które nie są celem, ale oto, co dzięki nim można zbudować, stworzyć. Chodzi o przedsiębiorczość i odwagę. Pieniądze same w sobie nie są pociągające, ale jako środek do wspierania kultury, sztuki i pomagania innym - jak najbardziej.

Czytaj w Platine.pl
Pokój w hotelu lepszy niż lokata
Pomimo spadku cen nieruchomości nadal można znaleźć okazję do wysokich zysków.
Po cichu rozdają majątki
Przystojny model wnosi na scenę białą torebkę Max Mara. Cena wywoławcza: 500 złotych. Ale wiadomo, że na tej cenie się nie skończy. Aukcja jest bardzo dynamiczna, a cel szczytny.
Hotel zamkniety na dwa lata. Będzie remont
Lipiec to ostatnia okazja na pobyt w paryskim Ritzu. Na początku sierpnia rozpocznie się dwuletnia renowacja hotelu.
Książę Albert II i pierwsze takie auto w Europie
Książę odebrał kluczyki do seryjnego samochodu Toyota Prius Plug-in Hybrid. Niewykluczone, że nowy pojazd wkrótce zastąpi standardowego Priusa, którego używa obecnie.
SKOMENTUJ

Podpis:   
Podaj pierwszy znak kodu qhcMd
KOMENTARZE
  • 23.10.12, 16:36:19

    ~kloszard z wawy

    takiego kaszalota jak kulczykówna to z jej ojaca miliardami bym nie chciał wstyd się pokazać u rodziny
    odpowiedz
  • 23.10.12, 16:40:01

    ~azzzzzzzz

    ccc .........cena czyni cuda
    odpowiedz
  • 23.10.12, 17:17:40

    ~Gargulec_5

    Bogaty z domu... ładnie to brzmi. Ale nie o kapitał tu chodzi, tylko potencjał, klasę, rozmach i znajomości. Synowie badylarzy nigdy tego nie dostaną, a może i nie zrozumieją. Panie Janie, brawo i pozazdrościć.
    odpowiedz
  • 23.10.12, 20:35:02

    ~www.entuzjastyczne-uwodzenie.blogspot.com

    Gratulacje panie Janie.
    Naprawdę super!
    Widać ,że ma pan klasę , ogromną wiedzę finansową i wykorzystuje pan swój potencjał.
    Szkoda tylko że Polska to jeszcze nie Holandia i z pewnością musi pan rejstrować ,,myśleć,, sprytniej.

    Ja od takich ludzi chcę się uczyć.

    Z poszanowaniem

    Dawid

    p.s

    Proszę nie których forumowiczów o nie zaniżanie poziomu forum platine.pl
    A redakcje o sprawdzanie bzdur w komentarzach.

    Pozdrawiam

    odpowiedz
  • 23.10.12, 20:36:58

    ~www.entuzjastyczne-uwodzenie.blogspot.com

    Gratulacje panie Janie.
    Naprawdę super!
    Widać ,że ma pan klasę , ogromną wiedzę finansową i wykorzystuje pan swój potencjał.
    Szkoda tylko że Polska to jeszcze nie Holandia i z pewnością musi pan ,,myśleć i działać,, sprytniej w obliczu reżimu podatkowego.

    Ja od takich ludzi chcę się uczyć.

    Z poszanowaniem

    Dawid

    p.s

    Proszę nie których forumowiczów o nie zaniżanie poziomu forum platine.pl
    A redakcje o sprawdzanie bzdur w komentarzach.

    Pozdrawiam

    odpowiedz
  • 25.10.12, 07:45:54

    ~kulega

    On mówi, chodzi i jeszcze coś robi. Osiągnięcia godne księcia. Sukces że nie jest głupkiem jak wielu z takich rodzin. Normalność to przypadek o którym trzeba pisać. Brawo, brawo. Chodziłem kiedyś do liceum z jego kuzynem też Lubomirskim, niestety twarz tamtego wyrażała tęsknotę za myśleniem, ale też w biznesie siedzi mocno. Kamienicę wyremontował ale interes zrobił, pisać trzeba niech wszyscy wiedzą jaka to familia zdolna. Co ich dziadowie i kuzynowie zrobili z tym krajem widać było 1795 roku
    odpowiedz
  • 31.10.12, 00:54:52

    ~Salieri

    Bardzo ciekawa jest przepowiednia badz legenda z tym zwiazana, jak to cyganka bodajze w 13-14 wieku przepowiedziala Lubomirskiemu ze jego rod nigdy biedny nie bedzie poniewaz zawsze bogato jego potomkowie beda wychodzic za maz. Co ciekawe ksiazka byla jeszcze z okresu prl'u wiec mozna powiedziec ze juz w III RP przepowiednia sie sprawdzila
    odpowiedz
  • 6.02.13, 02:15:08

    ~gtgttg

    Global Kancelaria Finansowa wykonuje usługi w zakresie windykacji należności i prewencji płatności, a od wielu lat przeprowadza wywiady gospodarcze i nadzoruje logistykę transportów. Rekomenduję Global Kancelarię Finansową jako firmę rzetelną, w pełni wiarygodną i zawsze gotową do podjęcia profesjona­l­nych działań. Jej pracownicy charakteryzują się dużą wiedzą i dośwawdczeniem, które wykorzystują w realizacji zadań wymagających od nich determinacji i zaangażowania. Charakteryzują się wysoką kulturą osobistą, dyskrecją i stosownym, pełnym szacunku podejściem do Klienta. Stosowane przez nich metody są niekonwencjonalne, jednak zawsze zgodne z obowiązującymi przepisami prawa i dające wysoką efektywność. Na szczególne podkreślenie zasługuje ich dyspozycyjność. Potrafią dopasować swoją ofertę do naszych potrzeb i skutecznie realizować powierzone im zadania. Usługi świadczone przez GFK są godne polecenia każdej firmie, w której ceni się profesjonalizm i niezawodność. Zobacz na stronę: www.global-world.pl
    odpowiedz
  • 23.02.13, 23:52:23

    ~prawda powinna być jedna

    Tylu Pańszczyźnianych przez 700 lat zasieczono, powieszona, zamęczono torturami, wykorzystywano kobiety (a dzieci utrzymywał chłop), okradano itp. Może powinien powstać projekt wypłaty odszkodowań potomkom ewidentnie wyzyskiwanym i utrzymywanym w zależności okropnej, celowo i w interesie. Arystokracja wg prawa dawnego to szlachta. Są pieniądze, są ludzie wykształceni - czas szkody naprawiać.
    odpowiedz
  • 19.03.13, 00:01:15

    ~realesieporobilo

    ~Ale się porobiło... napisał(a):
    Ale się arystokracja ostatecznie ZESZMACIŁA i SPRZEDAŁA; wiążą się z potomkami byłych swoich OPRAWCÓW z SB...a ci przecież w prostej linii pochodzą od Bolszewików. Ale się porobiło...przodkowie się w grobach PRZEWRACAJĄ!

    Nie przewracają, nie raz w przeszłości Lubomirscy się szmacili: "Po przegranej przez Jana Kazimierza bitwie rokoszanie Lubomirskiego na oczach bezradnie patrzących z drugiego brzegu Noteci towarzyszy wymordowali dragonów, którzy poddali się zwycięzcom. A przecież poddawali się oni nie jakimś dzikusom, lecz towarzyszom, z którymi podczas sejmików niejeden garniec miodu wypili i niejedną noc na dysputach spędzili. W bitwie tej wymordowano kwiat polskiego rycerstwa, zahartowanych w bojach wiśniowiecczyków, wiarusów Czarnieckiego, żołnierzy zahartowanych w bitwach w Polsce, w Danii i na Ukrainie. W sumie trzy tysiące osiemset siedemdziesięciu trzech mężów, z czego w samej walce życie straciło tylko około trzystu. W liście do Marysieńki Sobieski napisał po bitwie „Nie tylko tatarowie, kozacy nigdy takiego nie czynili tyraństwa, ale we wszystkich historiach o takim od najgrubszych narodów nikt nie czytał okrucieństwie. Jednego nie najdują ciała, żeby czterdziestu nie miał mieć w sobie razów, bo i po śmierci się nad ciałami pastwili..." - to jedno. Wśród Targowiczan też mamy Lubomirskiego
    odpowiedz