Jest szóstym pokoleniem rodziny Rothschildów, jednej z najbogatszych rodzin na świecie, których spisana historia sięga XV wieku. Rothschildowie zbudowali imperium finansowe oparte głównie na banku Rothschild, który dziś ma 50 oddziałów w 36 państwach świata i jest największych rodzinnym bankiem inwestycyjnym. David de Rothschild jest seniorem rodu. Jeszcze do zeszłego roku zasiadał na stanowisku prezesa, jednak z powodów zdrowotnych wyznaczył swojego następce - po raz pierwszy w historii banku kogoś spoza rodziny. Jednak nie utracił kontroli nad firmą, nadal jest głównym udziałowcem.
DIE ZEIT: Nazwisko Rothschild to dla wielu synonim świata finansów. W czasach po kryzysie, gdy bankierzy są wrogiem numer jeden, nie wstydzi się Pan być jednym z nich?
David de Rothschild: Nie, absolutnie nie. Nie dostrzegam niczego, czym my, Rothschildowie, mielibyśmy zaszkodzić naszemu krajowi, naszym partnerom biznesowym lub pracownikom. Także my popełniamy błędy, z pewnością. Jednak nie ma niczego, za co miałbym się wstydzić, spoglądając rano w lustro.
Skąd ta pewność?
Bo wiem jak działa moja firma. Kiedy nasz francuski bank został znacjonalizowany w 1981 r., musieliśmy zaczynać od nowa. Wtedy zrezygnowaliśmy z podejmowania zbyt ryzykownych działań, udzielania niektórych kredytów, czy zaciągania dużych kredytów przez nas. Jeśli pracuje się pod własnym nazwiskiem i za własne pieniądze, chce się spokojnie sypiać nocami. Dlatego rezygnujemy z wielu rzeczy, które robią inne banki, zwłaszcza inwestycyjne, a zamiast tego skupiamy się na usługach doradztwa dla rodzin, firm, państwa oraz zarządzaniu aktywami.
Inni w Pańskiej branży byli mniej powściągliwi. Z tym że w odróżnieniu od banku Rothschild – potrzebowali państwowego wsparcia i dziś wielu ludzi cierpi z powodu ich błędów. Nie przeszkadza to Panu?
Rozumiem krytykę mojej branży. Wielu bankierów nadal zarabia dużo pieniędzy, a popełnili błędy, które przysporzyły społeczeństwu wielu kłopotów. W swojej ogólności krytyka jest jednak przesadzona i dlatego przypomina karykaturę. Czuję się częścią społeczności sektora bankowego, i odczuwam pewną solidarność. Moim zadaniem nie jest zatem potępianie lub osądzanie innych banków, aby się od nich dystansować. To byłoby tchórzostwem. Nie wstydzę się i nadal jestem dumny z bycia bankierem.
Kiedy po raz pierwszy zdał Pan sobie sprawę, co to znaczy być Rothschildem?
Kiedy przyszedłem do publicznego liceum, miałem wówczas 13 lat. Wszedłem do klasy i wszyscy uczniowie przedstawili się: Dupont, Dupont, Dupont – Rothschild. Następnie podszedł do mnie jeden z chłopców i powiedział: twój dom jest pewnie wykonany z banknotów!
Dotknęło to Pana?
To było traumatyczne. Miało być śmiesznie, a brzmiało sarkastycznie. A kiedy ma się 13 lat, to ostatnią rzeczą jaką chcesz jest odstawanie od grupy. Pod tym względem bycie Rothschildem było dość uciążliwe. Jednak do takich spraw przykłada się wagę, gdy jest się dzieckiem, czy nastolatkiem. Od czasu gdy jestem dorosły, nie obchodzą mnie tego typu rzeczy.
Zawsze chciał Pan zostać bankierem?
Jako dziecko chciałam być lekarzem. Wymagało to jednak wielu lat studiów i kiedy dorosłem, zacząłem wątpić, że jestem na tyle inteligentny i energiczny.
Żałuje Pan swojej decyzji?
Nie, rekompensuję to sobie dzisiaj angażując się w dziedzinie medycyny. Jestem prezesem francuskiej fundacji, która zajmuje się chorobami psychicznym. Zajmuję się także aktywnie pozyskiwaniem środków dla międzynarodowego centrum badawczego w Paryżu, które specjalizuje się w zaburzeniach ośrodkowego układu nerwowego. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych 20 do 30 lat w dziedzinie neurologii i psychiatrii dojdzie do przełomowych odkryć, które zmienią ludzkie życie. I jestem absolutnie przekonany, że część swojego czasu należy poświęcić społeczeństwu.
Czy dlatego w latach 1977-95 był pan burmistrzem Pont-l'Évoque w Normandii? Jak Pan na to wpadł?
Znam tą miejscowość od czasu kiedy miałem cztery lub pięć lat. Jako dziecko mieszkałem tam z matką, później w pobliskim Deauville.
Gdzie w 2010 r. Merkel i Sarkozy dyskutowali na plaży o euro?
Tak, tam chodziłem do szkoły. Mam także sporą nieruchomość w okolicy, którą często odwiedzam. Spędziłem tam dużą część życia, to serce moich rodzinnych stron. I kiedy zrezygnował ówczesny burmistrz – miał już ponad 80 lat – poszukiwano kandydata na jego miejsce. Przyszli do mnie. I zostałem wybrany.
Jak Pan wspomina ten czas?
Kierowanie czterotysięcznym miastem to coś zupełnie innego niż bankowość inwestycyjna, która jest dość elitarną sprawą. Oznacza zajmowanie się sprawami życia codziennego - szkołami, sportem i mieszkaniami. W dobie recesji w latach 1992-93 w każde piątkowe popołudnie przychodzili do mnie ludzie: Monsieur le Maire, nie jestem w stanie zapłacić rachunku za prąd. Monsieur le Maire, mój mąż jest policjantem, służbę pełni 300 km dalej, ale ja nie mogę tam znaleźć pracy, może mi Pan pomóc?
Czy to doświadczenie odcisnęło na Panu piętno?
Jeśli podejdzie się do tego prawidłowo, to jest to zacne, pożyteczne zadanie. Czasami mówią mi, że żyję w innej rzeczywistości, z dala od problemów zwykłych ludzi - ale prawdopodobnie wiem więcej o problemach zwykłych ludzi niż wielu, którzy w swoim życiu zajmowali się tylko biznesem. To był trudny okres, ponieważ równolegle odbudowywałem nasz francuski bank, ale było wspaniale.
Co znaczy dla Pana rodzina?
W języku francuskim jest takie określenie, nombrilistes - na ludzi uprawiających samouwielbienie. Ja tak nie zostałem wychowany. W chwili, kiedy myślisz, że należysz do swego rodzaju rodziny królewskiej, masz problem.
Jednak to co czuję, jest powinnością wobec instytucji, bo rodzina jest swego rodzaju instytucją. Chodzi mi o ciągłości rodziny. Jeśli w firmie pracuje 100 członków rodziny, to nie można już nad nią panować – jeżeli jednak w firmie nie pracuje nikt z rodziny, nie jest to już firma rodzinna. Dla banku zaangażowanie Rothschildów jest ważne, także po to, by odróżniać się od innych banków.
Należy jednak zwrócić uwagę na kwalifikacje. Powoływać kogoś, kto się nie nadaje, na najwyższe stanowisko, ponieważ jest członkiem rodziny, prowadzi do katastrofy. To pocałunek śmierci.
NA DRUGIEJ STRONIE PRZECZYTASZ O TYM, DLACZEGO DAVID DE ROTHSCHILD NIE CHCE PŁACIĆ WYŻSZYCH PODATKÓW
~Gość
~Gość
~Gość
~Gość 95.160.33.* napisał(a):JEDEN JEDYNY 7% PODATEK vatOD WSZELKIEJ WARTOŚCI DODANEJ PRACY, USŁUG , TOWARÓW I ZA PÓŁ ROKU NIKT NIE BEDZXIE WIEDZIAŁ CO TO JEST KRYZYS...
NA TO JEDNAK TRZEBA MYSLEĆ JAKBY TROCHĘ ŚCIŚLEJ...
~Matros61
~aSGDSNG
~Zołza 2012
~Olii
~jakub2