Antyki

Antyki. To musisz wiedzieć o ich kolekcjonowaniu

Antyki. To musisz wiedzieć o ich kolekcjonowaniu
[fot: archiwum prywatne]

Czym się różni autentycznie barokowe krzesło od stylizowanego na modłę barokową XIX-wiecznego krzesła eklektycznego? Pochodzeniem i ceną. Tylko jak to rozpoznać, żeby nie przepłacić za XIX-wieczną podróbę? O tym, jak zabrać się za kolekcjonowanie antyków i jak nie dać się oszukać handlarzom na targach staroci, Platine.pl rozmawia z Leszkiem Wąsem, kolekcjonerem i antykwariuszem z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem.

Platine.pl: Wiele osób, które mają w domu kilka zabytkowych krzeseł, stół i sekretarzyk mówi dumnie, że kolekcjonuje antyki. To faktycznie już kolekcjonerstwo?

Leszek Wąs, antykwariusz i kolekcjoner, członek zarządu Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich: Trudno mówić o kolekcjonowaniu, jeśli się po prostu urządza dom. Jeden zabytkowy stół jeszcze nie czyni z człowieka kolekcjonera. Choć możliwe, że coś z tego wyniknie, każda podróż zaczyna się przecież od pierwszego kroku.

Kolekcjonowanie polega na świadomym gromadzeniu obiektów sztuki i antyków popartym wiedzą albo fachowym doradztwem. Kolekcjonuje się określoną dziedzinę, tworzy zbiór z jakąś myślą przewodnią. Ale ozdabianie przestrzeni zabytkowymi meblami świadczy także o pewnej wrażliwości i obyciu.

Jesteśmy na jarmarku ze starociami. Widzimy sofę w stylu biedermeier z grubą okleiną w cenie 2 tys. zł. Sprzedawca zapewnia, że pochodzi z 1850 roku. Jak to zweryfikować?

Są tylko dwa wyjścia: albo znamy się na tym dobrze albo zabieramy ze sobą fachowca. No chyba, że znamy sprzedawcę i na podstawie doświadczenia możemy mu zaufać.

Dużo jest śmieci na targach staroci?

Bardzo dużo. Dlatego na nie nie chodzę, szczególnie w Polsce. Jeżdżę raczej na Zachód, bo tam mimo wszystko rynek jest bardziej rzetelny, a poza tym bogatszy jeśli chodzi o ofertę. Wielu polskich handlarzy zbiera meble po wystawkach, ze sprzątania mieszkań i to wszystko wystawiają na sprzedaż, często nie wiedząc nawet, z czym mają do czynienia.

Dużo takich bezwartościowych mebli przyjeżdża do Polski z Holandii, bo tam ten handel odbywa się już niemal hurtowo. Handlarze zwożą antyki z całej Europy, wchodzi się do wielkiego magazynu i wybiera jak w supermarkecie. To dla tych naszych importerów jest bardzo korzystne, bo mają wszystko w jednym miejscu. Ale w takich magazynach gromadzi się wszelką starzyznę, a wiadomo, że nie każdy mebel wyprodukowany kiedykolwiek w przeszłości jest cenny.

Ale pewnie można też trafić na skarb.

Można, ale to się zdarza rzadko. No i na skarbie trzeba umieć się poznać.

A kupowanie w internecie? Mnóstwo staroci można znaleźć na giełdach internetowych.

To jest ta sama sytuacja, jak z targami staroci. Jak się wejdzie na Allegro, na strony z meblarstwem, to widać, że ludzie sprzedają rzeczy, o których nie mają pojęcia. Warto szukać i przeglądać, bo zawsze można na coś trafić, ale przed zakupem najlepiej konsultować się ze specjalistą.

Kupując zabytkowy mebel w galerii możemy się czuć pewni jego autentyczności?


Toaletka Jacquesa Ruhlmanna w stylu art deco (1919-1924)
Jeżeli to jest porządna galeria, to tak. Meble są trudnym materiałem do podrobienia, ponieważ koszty odtworzenia dobrej kopii są bardzo wysokie. Jedyne, co może nas spotkać, to przepłacenie za coś, co jest dużo mniej warte. Ale tego można uniknąć korzystając z pomocy ekspertów. Oczywiście, są galerie, które nie pozwolą sobie na takie zawyżanie cen, bojąc się o swoją markę i prestiż. Ale taka rzecz może się zdarzyć z niewiedzy. Jest trochę problem z tym, że u nas nie ma specjalizacji i wszyscy handlują wszystkim. A jeśli się handluje wszystkim, to wtedy łatwiej o pomyłkę, bo nie w każdej dziedzinie można być kompetentnym.

Jakich mebli historycznych jest u nas najwięcej?

Z przełomu XIX i XX wieku, bo im starszy mebel, tym rzadszy. Z ubolewaniem muszę stwierdzić, że bardzo lansowane są u nas meble eklektyczne, produkowane na masową skalę przed wojną, stylizowane na dawne, np. barokowe, czy renesansowe. Jak się przegląda pisma wnętrzarskie to dominują w nich właśnie takie meble historyzujące, co wynika ze stosunkowo łatwego do nich dostępu i niskich cen.

Dużo jest na rynku oryginalnych mebli art deco, bo sporo się ich zachowało z racji tego, że ten styl był modny stosunkowo niedawno. Sporo jest mebli w stylu biedermeier, bo biedermeier był pierwszym okresem w meblarstwie, kiedy meble były produkowane na masową skalę. One bardzo pasują do stylu dworkowego, który jest u nas najbardziej lubiany, dlatego są chętnie kupowane. Był też taki moment, że ten styl był bardzo poszukiwany na Zachodzie, ale dziś już trochę przebrzmiał, więc więcej tych mebli trafia do Polski. Rynek sztuki też jest podporządkowany rozmaitym modom, co ma oczywiście wpływ na ceny.

To co jest najdroższe?

Barok. To w sumie najdalszy pod względem datowania styl w meblarstwie, który jest jeszcze osiągalny na rynku. Kupując meble barokowe trzeba jednak mieć na uwadze, że bardzo dużo jest na rynku tych XIX-wiecznych mebli historyzujących, które wykorzystują formy baroku. One były masowo produkowane we Włoszech czy Skandynawii. Są bogato zdobione, też są już podniszczone, więc dla niewprawnego oka wydają się oryginalne. To właśnie za takie meble najłatwiej przepłacić, poszukując mebli autentycznie barokowych i nie umiejąc rozpoznać, z czym tak naprawdę mamy do czynienia.

Na zdjęciach: detale francuskich mebli barokowych z okresu Ludwika XIII

A jak to można rozpoznać?

Trzeba się znać na technologii, jaką te meble były wykonywane. Dla wprawnego oka to nic trudnego, bo meble eklektyczne nie były wiernymi kopiami, one tylko nawiązywały do pewnych cech stylu, czerpały z pewnych form i ornamentów. No np. mebel barokowy z reguły jest kołkowany, nie ma tam gwoździ, jest wykonany z litego drewna, a nie ze sklejki, forniry są grubsze, nie jest lakierowany, tylko ma na sobie politurę. To widać.

Pan to rozpoznaje na pierwszy rzut oka?

To jest wiedza jak każda inna. Kiedy przyjedzie pani do lekarza z jakąś nie bardzo skomplikowaną dolegliwością, on dotknie tu, dotknie tam, spojrzy i już wie. Tak samo jest z fachowcem od sztuki i od antyków. Oczywiście są zagadnienia trudniejsze i łatwiejsze, ale w większości przypadków na pierwszy rzut oka wiadomo, z czym mniej więcej mamy do czynienia.


Barokowa sekretera z Angli w styli Williama i Mary, 1700 r.
Jakie są różnice w cenach między oryginalnymi meblami z epoki, a tymi eklektycznymi?

Za oryginalną, barokową sekreterę, w zależności od klasy, trzeba dać już od 30 do nawet 100 tysięcy złotych, jeśli to będzie wybitny mebel. Podobnie kosztują barokowe szafy - choć ich ceny zaczynają się już od 20 tysięcy.

Meble eklektyczne, stylizowane, nie powinny kosztować więcej niż kilka tysięcy, bo one są masowo przywożone z Francji, Włoch. Tam przed wojną w każdym domu był taki mebel. Ale jeszcze 15-20 lat temu, kiedy rynek antykwaryczny w Polsce dopiero się tworzył, to eklektyczne kredensy sprzedawane były bardzo drogo, podczas gdy dziś są warte nie więcej niż dwa tysiące.

Kupując antyki trzeba mieć zatem ogromną wiedzę, która pozwoli nam zidentyfikować, z czym mamy do czynienia, a ponadto jaka jest podaż danego rodzaju przedmiotów na rynku, bo jeśli czegoś jest dużo, to wiadomo, że jest tańsze.

W okresie PRL-u polski rynek zalewany był meblami stylizowanymi na dawne z Rumunii.

Tak i te meble dalej są w obiegu. Niedawno byłem wycenić wnętrze domu, który był wypakowany takimi meblami. Właścicielowi wydawało się, że ma cenne rzeczy, bo bardzo rzeźbione, bardzo dekoracyjne, a to było właściwie niesprzedawalne. I właśnie takie rzeczy mają szansę trafić na targ staroci. Rzetelny antykwariusz tego nie weźmie, ale zwykły handlarz może się skusić, licząc na to, że znajdzie kogoś, kto to kupi, tylko ze względu na to, że to dość ładne i stare. I w takiej sytuacji ceny są przeważnie ustalane na zasadzie, ile kupiec jest gotów zapłacić.

XVIII-wieczna sekretera z książęcą mitrą, a obok naklejką PGR nr 8, okręg rzeszowski, będzie wyceniona wyżej, niż mebel z tego samego okresu, ale bez oznaczeń. Dlaczego?

To jest niezmiernie ważna sprawa, która dotyczy wszystkich przedmiotów zabytkowych, także sztuki: proweniencja, czyli pochodzenie. Im lepsze i lepiej udokumentowane pochodzenie, tym większa wartość takiego mebla. Taka pieczęć z jednej strony udowadnia nam jego oryginalność, a z drugiej, jeśli to jest pieczęć książęca, to wiadomo, że mebel ma "arystokratyczne" pochodzenie.


Neorokokowa sofa projektu Johna Beltera z XIX wieku

Kupując zabytkowy mebel, kupujemy kawałek historii. To oczywiste, że mebel z inwentarza Radziwiłłów z Nieświeża będzie wart dużo więcej, niż ten z jakiegoś małego dworu z Polski. Tak samo jest przy dziełach sztuki - obraz, którego proweniencja jest znana od momentu powstania, bo np. można go odnaleźć w katalogach wystaw, w spisach muzealnych, ma lepszą cenę.

W przypadku mebli warto jeszcze zwracać uwagę na sygnaturę - wiele zakładów rzemieślniczych miało swoje, dziś powiedzielibyśmy loga, którymi oznaczało meble. W Polsce zdarzają się np. meble art deco z sygnaturami bardziej znanych stolarzy przedwojennych.

Jeśli kupujemy meble przed renowacją, zwłaszcza na targu staroci, to warto od razu skalkulować koszty napraw?

Tak, bo cena konserwacji może istotnie przekroczyć cenę zakupu. To często bywa niemiłym zaskoczeniem dla klienta, który kupuje tanio na jarmarku starą szafę, a potem się okazuje, że dwa razy tyle musi dać za jej renowację. Może się zdarzyć, że kupimy krzesła za sto złotych, a za renowację damy po pięćset za sztukę. Ostatnimi laty te koszty znacznie wzrosły, bo coraz mniej jest ludzi, którzy znają się dobrze na rzemiośle artystycznym z dawnych epok. Bo zabytkowy mebel powinien być odnowiony przy użyciu tej samej technologii i materiałów, jakie stosowano w epoce, gdy powstał.

Jak szacują antykwariusze, ceny zabytkowych mebli nie zmieniły się od około 8-10 lat. Dlaczego?

To jest charakterystyczne dla rynku sztuki w ogóle. Jeśli jakiś przedmiot ma wartość już usankcjonowaną przez upływ czasu, to on raczej taniał nie będzie.

Oczywiście są pewne fluktuacje, mody, albo ogólne spadki, które wynikają z sytuacji gospodarczej. Obecnie można zaobserwować np. na rynku niemieckim spadek zainteresowania meblami barokowymi. I taką barokową szafę, do remontu, można dziś kupić już za 15-20 tysięcy złotych. W Niemczech w ogóle bardziej opłaca się kupować meble do remontu, bo tam koszty renowacji są bardzo wysokie i to podnosi ostateczną cenę. Tak więc pewne rzeczy tanieją, ale to nie znaczy, że zupełnie tracą na wartości.

Stuletnie stoły, szafy lub biurka są także relatywnie tańsze od dzisiejszych mebli z litego drewna. Jak to możliwe?

Tak, to jest właśnie paradoks. Wynika to z tego, że wartość odtworzeniowa takich mebli często jest znacznie wyższa niż cena mebla oryginalnego. Weźmy na przykład stół z litego dębowego drewna z 1900 roku. W antykwariacie można go kupić za 2-3 tysiące złotych, podczas gdy nowe meble, stylizowane na historyczne, są wielokrotnie droższe. To wynika z prostego prawa popytu i podaży, bo tych starych mebli jest po prostu dużo. Ale zaletą starych mebli jest to, że zawsze będzie można je sprzedać. A te współczesne, stylizowane, za jakiś czas są absolutnie niesprzedawalne.

Szacuje się, że około 80 procent oferty krajowego rynku antyków pochodzi z importu. Dlaczego?

Oczywiście z tego powodu, że Polska jako kraj biedniejszy i dotknięty większą liczbą kataklizmów historycznych ma tych zasobów po prostu mniej. Wśród konserwatorów krąży nawet takie przekonanie, że jeśli mebel bardzo dawny jest w dobrym stanie, to od razu wiadomo, że przyjechał z Zachodu. To oczywiście jest uproszczeniem, bo np. w Krakowie są stare, piękne domy, czy mieszkania, gdzie meble w dobrym stanie stoją w jednej rodzinie od 200 lat. Z wiadomych powodów w Warszawie czy we Wrocławiu, nie jest to możliwe. Na Zachodzie z powodu zamożności tych krajów, ale i nie tak dramatycznych wydarzeń historycznych, tych mebli zachowało się dużo więcej.

Czy w momencie, kiedy kupujemy tylko kilka zabytkowych mebli i przedmiotów, jest sens, by już na tym poziomie wybierać rzeczy o wspólnym pochodzeniu, np. z tej samej epoki, by zwiększyć wartość naszej małej kolekcji?

Niekoniecznie. Ja jestem zwolennikiem eklektyzmu w dobrym tego słowa znaczeniu, ale oczywiście wszystko trzeba łączyć z wyczuciem. Wiadomo, że mebel stricte barokowy koło mebla secesyjnego może nie wyglądać dobrze, bo to jest zupełnie inna poetyka. Ale na przykład dobry mebel nowoczesny, designerski i wiszący nad nim barokowy obraz, to nigdy nie będzie zgrzyt. Jest prosta zasada: dobre łączyć z dobrym, wtedy unikniemy dysonansu.

W nowoczesnych, minimalistycznych wnętrzach świetnie wyglądają takie pojedyncze zabytkowe akcenty: kawałek dobrej rzeźby, jakiś piękny, dawny przedmiot ze szkła, czy dobre barokowe krzesło, z wytartymi złoceniami. Oglądałem taki dom pod Hamburgiem, ultranowoczesny i jeśli chodzi o architekturę i wystrój wnętrz. I proszę sobie wyobrazić, że główne miejsce w salonie zajmował wielki barokowy, dębowy stół do którego były dostawione przezroczyste krzesła z pleksi. W pierwszym momencie przeżyłem szok, ale potem sobie pomyślałem: jaki świetny pomysł. Te krzesła nie stanowiły konkurencji dla tego stołu, nie zasłaniały go, a ich funkcja była spełniona. No trzeba mieć trochę odwagi i gustu po prostu.

W jakich wnętrzach Pan czuje się dobrze?

Ja lubię wnętrza przytulne, lubię otaczać się starymi przedmiotami. Do mnie te przedmioty są w stanie mówić. W ogóle otaczanie się starymi przedmiotami wiążę się z taką umiejętnością czytania historii, poczucia jakiejś ciągłości. Nowoczesność jest tego pozbawiona, ona ma tylko walor estetyczny, często nawet bardzo dobry.

Jest dużo dobrego, współczesnego designu. Ale dla mnie trochę niezrozumiałe jest to, dlaczego te rzeczy są często tak niesamowicie drogie. Na dobrą kanapę współczesną od jakiegoś znanego projektanta trzeba wydać około 15-20 tysięcy. A kanapę biedermeierowską kupimy za kilka tysięcy. Ale kanapa biedermeierowska za 10 lat będzie warta tyle samo, a co do wartości kanapy współczesnej nie możemy mieć takiej pewności.

Okres dekoniunktury, spowolnienia gospodarczego, to dobry moment na kupowanie antyków?

Tak, teraz jest dobry czas. Kupować trzeba wtedy, kiedy coś tanieje i jest de mode, a nie wtedy, gdy jest drogie i wszyscy kupują. A na rynku sztuki, jak niemal na każdym rynku obecnie obserwuje się lekki spadek popytu.

Co by Pan radził zatem osobom, które chcą się wziąć za kolekcjonowanie antyków i rozpocząć zakupy?

Jeśli chodzi o kupowanie, to ja zawsze zachęcam: uczyć się, chodzić do muzeów, na wystawy, czytać, oglądać fachowe albumy, chodzić po antykwariatach, pytać. To pomoże nam dokonać lepszych wyborów. A poza tym jest niezwykle przyjemne i dla kolekcjonera zupełnie naturalne.

Zresztą, poruszanie się dość swobodne w zakresie sztuki, przedmiotów dawnych jest przymiotem człowieka kulturalnego i na pewnym poziomie. Ta wiedza z zakresu sztuki, architektury, designu, czy w ogóle historii to jest bardzo wartościowa wiedza, która sprawia, że nasz odbiór świata jest pełniejszy.

Proszę sobie wyobrazić, że spacerujemy po Wrocławiu i jesteśmy w stanie rozpoznać, a to jest kamienica barokowa, a to obok to modernistyczny blok wybudowany w latach 30. Za tym stoi cała opowieść o przeszłości, o ideach, które ludzi wtedy zajmowały, o tych fascynujących postaciach. Jak powiedział Goethe "człowiek tyle widzi, ile wie".

Czytaj w Platine.pl
Kto naprawdę robi meble od Versace
Włoscy projektanci mody masowo poszerzają ofertę. To bardzo nie podoba się producentom mebli. Dlaczego?
Mercedes w sypialni, salonie i biurze
Niemiecka precyzja łączy się z włoską finezją w kolekcji mebli stworzonych przez designerskie studio Mercedes Benz.
Po rozwodzie sprzedaje całą kolekcję
Mąż obrzydził jej meble z czasów Ludwika XIV, XV i XVI. Dlatego wystawiła je na sprzedaż.
Tagi:

meble

antyki

zabytki

kolekcjonerstwo

antykwariat

targ staroci

SKOMENTUJ

Podpis:   
Podaj trzeci znak kodu SSRwf
KOMENTARZE
  • 7.04.13, 18:12:49

    ~g.

    bardzo ciekawy artykuł
    odpowiedz
  • 27.03.14, 22:02:30

    ~ja;)

    potwierdzam, baaaaaaaaaaaaardzo ciekawy wywiad. bez nadęcia, rzeczowy, wartościowy i pouczajacy. dziękuję
    odpowiedz
  • 22.03.15, 05:37:26

    ~many112233

    Znalazłem ostatnio medalik z jednej strony jest twarz psa a z drugiej pisze krakow 1912 pośrodku jest jeszcze jakiś numer 931 powiedział by mi ktoś co to morze być ewentualnie cenę z góry dziękuje
    odpowiedz
  • 13.12.15, 17:05:32

    ~oozzyy

    ~many112233 napisał(a):
    Znalazłem ostatnio medalik z jednej strony jest twarz psa a z drugiej pisze krakow 1912 pośrodku jest jeszcze jakiś numer 931 powiedział by mi ktoś co to morze być ewentualnie cenę z góry dziękuje

    psi numerek. każde zwierzę musiało mieć. bez specjalnej wartości materialnej, chyba, że trafisz na frajera.
    odpowiedz
  • 11.02, 23:41:17

    ~ortelius

    Pięknie opowiedziany wywiad.
    odpowiedz